[responsive-menu menu="header_menu"]

Archiwum kategorii ‘ KAROLINA I WOJTEK ’

Doczekałam się w końcu pełnej relacji fotograficznej ze ślubu naszej Czytelniczki Karoliny! Kilka tygodni temu, Karolina pokazała nam zaledwie kilka zdjęć, ale narobiła wszystkim apetytu 😉 Dziś możecie obejrzeć pełen reportaż nie tylko ze ślubu i wesela, ale także pięknej sesji poślubnej! Przeurocze zdjęcia autorstwa STUDIO FOTOGRAFICZNEGO BM, zjawiskowa Karolina, elegancki Wojtek, piękne kolory, pawie pióra (BRAWO!), świetna stylizacja. Kochani! Gratulujemy, dziękujemy za Waszą obecność na blogu i życzymy wszystkiego najlepszego!

zdjęcia: BMFOTO

Trochę to trwało, zanim doszliśmy ze wszystkim do ładu i składu, więc dopiero teraz piszę. Jesteśmy już szczęśliwym małżeństwem, tak naprawdę cały czas myślami jesteśmy na weselu, a to już ponad miesiąc minął. Niesamowitym jest fakt, że przed weselem naprawdę czas biegnie o wiele, wiele szybciej i nie jest ważne czy wszystko robimy sami, czy mamy firmy od tego, czy się stresujemy, czy też wszystko bierzemy na spokojnie… czas pędzi!!!

Ze względu na nasze zawody i chyba w dużej mierze na charaktery, chcieliśmy wszystko zorganizować sami… niesamowitym jest fakt, że się udało (co prawda mnie wbito wenflon na 5 dni przed weselem, gorączka sięgała niebotycznych wartości, a kontakt ze mną był zdecydowanie utrudniony… i tak do samego wesela, ostatni zastrzyk dostałam 12 godzin przed ślubem – dlatego tym bardziej ostrzegam, nie zostawiajcie nic na koniec!)

Co zrobiliśmy sami:
– zawieszki na wódkę
– dekoracje na stołach
– rozsadzenie gości
– słodki stół
– sztuczne ognie
– kupiliśmy napoje i alkohol

Co z pomocą:
– oprawa Mszy Św.
– dekoracja kościoła
– drinki
– pokaz taneczny
– cudowne przyjęcie
– nauka pierwszego tańca
– ciasta
…i pewnie wiele, wiele innych.

Na pewno nie napisze o wszystkim na raz, o czymś sobie zapomnę, coś przeoczę, mam nadzieje, że redakcja pozwoli nam jeszcze chwilkę powspominać…

Słodki stół

…o takim marzyłam od kiedy wiedziałam, że będziemy mieć ślub. Wiedziałam, że na ślubie prawie nie mamy dzieci, więc miał on spełniać raczej funkcje ozdobną… i tu strasznie się pomyliłam. Stół ustawiony był w świetnym miejscu, zaraz przy wejściu na główną sale, wszyscy przechodząc coś sobie zabierali… a muffiny zrobione specjalnie dla nas przez moją siostrę, rozeszły się tak szybko, że widzieliśmy je tylko na zdjęciu.
Jak go zrobiliśmy? Oczywiście na początku wydrukowaliśmy sobie zdjęcie z internetu 🙂 Następnie rozłożyliśmy go na części pierwsze i zaczęliśmy poszukiwania. Tato zrobił nam schodki, aby talerzyki i słoiczki były na różnych poziomach, szkło w większości kupiliśmy w AmiDekor, zakupy talerzowo-słoikowe to już TkMaxx.  Jedyna rzecz której nam brakowało to główny talerz w kształcie liter LOVE. Przeszukałyśmy z siostrą wszystkie sklepy internetowe i oczywiście znalazłyśmy, ale bez możliwości wysyłki do Polski… na szczęście od czego ma się gości weselnych. Talerzyki przyjechały razem z przyjaciółką naszej rodziny z Kanady i naczyniowo był już komplet. Słodycze kupiliśmy, a raczej nam kupiono w Niemczech (tam po prostu są ładniejsze) i tak właśnie powstał nasz własny słodki stół… z którego jesteśmy dumni 🙂

Dekoracje na stoły

Znaleźliśmy oczywiście kiedyś przeglądając strony branżowe zdjęcia dekoracji które nas ujęły. Prostota i elegancja łączyła się z tak mało popularnym na polskich stołach brakiem kwiatów. My to kupiliśmy… w przenośni i w praktyce. Dzięki obecnej nieopodal śląskiej giełdzie kwiatowej, dodatków, półproduktów itp. mieliśmy mnóstwo. Cała konwencja stołów miała opierać się na turkusie, pawich piórach i kryształkach. Na obrusie pojawił się lekki turkusowy tiul a na nim pobielone drzewka obwieszone perełkami, wszystko w szklanym kwadratowym wazonie z motywem pawich piór na wydruku. Do tego jeszcze gdzieniegdzie rozsypane imitacje kryształków tworzyły niezwykłe wypełnienie. Jako winietki występowały wcześniej wspomniane krzesełka, nie skorzystaliśmy jednak z proponowanych przez firmę karteczek z nazwiskami, tylko zrobiliśmy je sami, tak aby motyw przewodni znajdował się również na nich. Całość niesamowicie zagrała z wystrojem sali i chyba się podobała.

cdn.

Karolina

Trzy miesiące przed ślubem… Chyba powinnam zacząć się stresować! W jakimś mądrym przewodniku podano instrukcje co powinniśmy zrobić:

–  zamówić zaproszenia
– zastawić się nad transportem dla gości
– załatwić noclegów dla przyjezdnych gości
– kupić obrączki

Z większością tych też pozwolimy się nie zgodzić 🙂 Wydaje się nam że zaproszenia na trzy miesiące przed ślubem powinny być już gotowe i właśnie powinniśmy kończyć szeroko zakrojoną akcje rozwożenia ich… najlepiej osobiście. Transport i hotel w dzisiejszych czasach, raczej też powinny być już zaklepane. W trzy miesiące przed ślubem, my zajmujemy się szczegółami… no i przede wszystkim załatwiamy papiery w USC i Kościele.

1. Obrączki
Wybór obrączek to strasznie ważna sprawa. Jeśli dziewczyny przyzwyczajone są do noszenia biżuterii tak dla mężczyzny jest to często pierwsza i jedyna ozdoba na dłoni w życiu. My nie zastanawialiśmy się długo. Ja uwielbiam prace Pana Adama Hadrysia. Jest on co prawda artystą, który tworzy przede wszystkim dla mężczyzn, ale jak sam napisał, jego wzornictwo zostało przez kobiety zaakceptowane. Na stronie sam pisze: Niewielu odważy się je wybrać, ale ja tworzę właśnie dla tych pięciu procent ludzi, którzy akceptują mój styl. Pan Adam projektuje obrączki z tytanu z domieszką złota i brylantów. Są masywne, ale piękne. Wojtkowi od razu przypadły do gustu. Oboje zdecydowaliśmy, że chcemy identyczne obrączki. Zamówiliśmy i jutro odbieramy 🙂

2. Winietki na stołach
Ostatnio pojawiła się niesamowita ilość winietek. Rózie kształty i kolory. Nie jest to już tylko mała biała karteczka z nazwiskiem… Dla nas bomba, winietka może tworzyć wyśmienitą całość z kolorem i zdobieniem sali. Wbrew pozorom jest to ważny akcent. Często winietki połączone są z miejscem na drobny prezent dla gości, mogą to być czekoladki, migdały lub wiele innych. Nasze będą w kształcie malutkich krzesełek, ale motylki, czy pudełeczka też są cudne. Warto sprawdzić kilka firm, bo nie wszystkie pudełeczka są ładnie i starannie wykonane.

3. W co włożyć prezenty
Tu sprawa jest zależna od rodzajów prezentów. My poprosiliśmy o to aby, prezenty zmieściły się w kopertach, a zamiast kwiatków o butelkę wina. Tak wiec potrzebne były nam właśnie takie opakowania. Świadkowa dostanie  białą klatkę na koperty – pomysł został zapożyczony z zagranicznych fotografii ślubnych i wydaje mi się, że powinien się sprawdzić. Na wino zrobiona zostanie drewniana skrzynka, prawdopodobnie również pomalowana bejcą na biało… ale w tym już głowa mojego przyszłego teścia 🙂

4. Ciasto
Jakoś nie do końca uśmiechało nam się abyśmy, ciasto dostawali obligatoryjnie od restauracji. Zrobiliśmy więc casting i wybraliśmy według nas najlepszą cukiernie. Tort przekładany będzie masą z serka mascarpone z ogromna ilością truskawek. MNIAM! Dowiedzieliśmy się też, że na przyjęcie 100 osobowe potrzebujemy 2,5 dużej blachy ciast wszelakich. Tak też zamawiamy, biorąc pod uwagę, że nie rozdajemy ciasta gościom do domu.

5. Dodatki dla Pana Młodego
Tutaj pojawił się problem którego się nie spodziewaliśmy. Poszukiwania turkusowej muszki i pasa nie były tak łatwe i szybkie, jak przypuszczaliśmy. W Polce mamy jednak bardzo ograniczona paletę kolorów i nawet firmy, które mają w ofercie hasło iż uszyją każdy kolor i krój nie do końca chcą się z tego wywiązywać. Powoli tracąc nadzieję zaczęliśmy przeglądać zagraniczne portale aukcyjne i oczywiście znaleźliśmy… ale poprosiliśmy  jeszcze o pomoc naszą świadkową…i tu niespodzianka! Natalia znalazła  we Wrocławiu firmę która miała w swej ofercie kolor turkusowy, zamówić można było mailowo, teraz czekamy bo turkusowy, turkusowemu nie równy.

6. Biżuteria
Na pierwszy strzał poszedł Svarowski, mój pierścionek zaręczynowy został tam kupiony i właśnie dlatego tam skierowaliśmy się najpierw. Kolejne miejsce, które oczarowało nas biżuterią to W. Kruk i ich biała baśń. Wszystko co widziałam było cudne, tak naprawdę nie mogłam się do końca zdecydować i znowu problem rozwiązała Świadkowa. Na początku zamieszała, ale docelowo rozwiązała wszelkie wątpliwości, znajdując zupełnie inną biżuterię. Wysłała mnie na stronę BIŻUTERII WYJĄTEK i zakochała się. Kolczyki i bransoletka już są zamówione, wykonywane są specjalnie dla mnie, robione są ręcznie metoda sutaszu. Ja jestem zachwycona!

cdn.

Karolina

Karolina i Wojtek – zaproszenia

Całe zamieszanie i około weselny rumor, praca zawodowa i tysiące zobowiązań spowodowały, że ani się obejrzeliśmy i zamiast save the date musieliśmy skupić się na zaproszeniach.  Od dawna oglądaliśmy zaproszenia na stronach internetowych, nawet dostaliśmy parę próbek do domu i choć mieliśmy już wybrane zaproszenie wiodące, coś nam do końca nie pasowało. Nagle nas olśniło 🙂 Zrobimy zaproszenia sami!

Postanowiliśmy zrobić sobie sami zdjęcia, zaprojektować zaproszenia i oddać je do wykonania, nie drukując ich jednak tylko wykorzystując technikę fotoalbumową. Na początku telefon do zaprzyjaźnionej firmy M-fotoalbumy, czy coś takiego dla nas zrobią. Potem pomysł na zdjęcia. Na początku miał być las… stare dęby… ale jakoś nam to do końca nie pasowało, a do tego samowyzwalacz, to nie był najlepszy pomysł, biorąc pod uwagę nasze założenia. Lekka kapitulacja pozwoliła nam jednak na nowy pomysł… Katowice nocą, szybko zlokalizowaliśmy dobrze oświetlona kładkę nad ruchliwa ulicą. Zapakowaliśmy do auta znajomych, którzy co prawda z fotografią mają mało wspólnego, ale szybki kurs przed samą sesją dał rezultat.

Zrobiliśmy wszystkie zdjęcia i jeszcze coś na wszelki wypadek, mieliśmy masę szczęścia, że pod koniec października pogoda pozwoliła nam na nieubieranie okryć wierzchnich. Potem było już z górki, szybki projekt na bazie zdjęcia i zaproszenia gotowe. Część z nich jest już u naszych gości. Strasznie nas cieszy, że się podobają, a do tego nie dalej niż wczoraj dostaliśmy telefon, że ktoś widział nasze i też  takie chce 😀 Więc chyba naprawdę się podobały!

Karolina

Do naszego grona przygotowujących się do ślubu Par, dołączyli właśnie Karolina i Wojtek. Ich ślub, podobnie jak, dwa pozostałe relacjonowane na blogu są przemyślaną koncepcją, którą Narzeczeni mają zamiar konsekwentnie zrealizować. Ślub Karoliny i Wojtka jest mi szczególnie bliski z uwagi na wybraną kolorystykę. Zapraszam Was na pierwszą część z ich przygotowań do ślubu.

Karolina – fotograf i wykładowca… chwilami grafik. Podobnie jak narzeczony, pracująca zdecydowanie dłużej, niż przewiduje średnia krajowa. Ze względu na pracę, na ślubach jest niezwykle często. Tradycjonalistka z lekkimi odchyłami 🙂 Wojtek – dyrygent chóralny i symfoniczno-operowy. Do ślubu planuje iść w stroju roboczym 🙂 Zwykle przystaje na pomysły narzeczonej, zajęty konkursem w którym bierze udział 2 tygodnie po ślubie. Oboje starają się walczyć z ogólnoprzyjętymi przesądami ślubnymi.

Karolina – Od początku wiedzieliśmy, że będziemy mieć ślub kościelny, że zaprosimy wielu gości i, że uroczystość odbędzie się w maju. Wojtek oświadczył się, tak jak chciał – w najmniej oczekiwanym momencie. Śpieszyliśmy się strasznie, jechałam do panny młodej, aby zrobić zdjęcia w czasie przygotowań, Wojtek nagle zjechał z trasy i zawiózł mnie nad jezioro, gdzie urządził nam piknik na pierwszej randce. Strasznie lało. Porwał mnie i  parasol z napisem I love rain. Stanęliśmy w deszczu, powiedział, że jest pewien, że chce być ze mną do końca życia. Z kieszeni wyciągnął pierścionek, który wcześniej razem już, kiedyś oglądaliśmy. Chciał klękać, ale zdecydowanie to nie było potrzebne. Resztę dnia spędziłam na ślubie, wysyłając tylko mmsy ze zdjęciem  pierścionka na palcu. Przez pierwszą godzinę strasznie się trzęsłam.

Datę ustaliliśmy dość szybko, miał być to 21 maj. Szybko też obdzwoniliśmy wszystkie domy weselne i restauracje w Tychach i w Beskidach, bo nie byliśmy jeszcze zdecydowani. Kosztowało nas to wiele czasu i troszkę stresu. Nigdy nie da się wszak wszystkim dogodzić. Gdy już wszystko było przygotowane, Wojtek zadzwonił i łamiącym się głosem oznajmił, że w tym czasie jest międzynarodowy konkurs dyrygencki… Myślałam, że się popłacze… Potrzebowaliśmy dnia detoksu… Potem zdecydowaliśmy, że 2 maj to nie głupi pomysł, poniedziałek, bo poniedziałek, ale za to wtorek jest jeszcze wolny, bo to długi weekend. A więc zaczęliśmy od nowa, tym razem z większą wprawą. Znaleźliśmy salę, zadzwoniliśmy do zespołu i do księdza. Udało się! Teraz pozostało dogranie szczegółów.

orchidea turkus granat biel purpura lazur

Jeśli chodzi o kolory, to nie mieliśmy problemów, biorąc pod uwagę to, że Wojtek idzie do ślubu we fraku, to kolor sukienki był oczywisty… będzie biała. Pani w salonie sukien, potwierdziła nam jeszcze nasze przypuszczenia –  jeśli frak to tylko biała koszula, a jeśli biała koszula to suknia nie może być inna. Szybko znalazłam też bukiet, który mnie zauroczył – fioletowy z pawimi piórami (kolejny z przesądów, zaraz po ślubie w maju; podobno pawie pióra przynoszą nieszczęście). Tak więc, kolory dominujące to biały, turkusowy i fioletowy. Buty też już mam zakupione. Moja młodsza siostra, a zarazem świadkowa, znalazła  piękne turkusowe czółenka z kokardka i bez palców (kolejny przesąd – nie wolno iść do ślubu w butach z odkrytymi palcami), kupiłyśmy je od razu. Tak więc, muszka i pas będzie koloru turkusowego. Niebawem wybieramy się na poszukiwanie odpowiedniego materiału.

Najważniejsze detale naszego ślubu:

Termin: 2 maja 2011

Motyw przewodni: pawie pióra i kryształy

Kolory przewodnie: biały, fioletowy, turkusowy

Miejsce: dom przyjęć w Tychach

Goście: około 100 osób, najbliższa rodzina i grono znajomych

Ceremonia: ślub konkordatowy z szeroką oprawą muzyczną

Przyjęcie: tradycyjne wesele

Od początku wiedzieliśmy, że chcemy mieć drużbów na ślubie. Wybraliśmy z pośród gości trzech mężczyzn i trzy kobiety, zdecydowanie dla tej funkcji najodpowiedniejsze. Mają oni pełnić funkcję reprezentacyjną, ale w razie potrzeby mają być tez dobrymi duchami wesela. Kupując sukienki dla dziewczyn, nieźle się nagimnastykowaliśmy, dwie kupiłam w Czeladzi, jedną Wojtek odebrał po długich rozmowach i konsultacjach w Rzeszowie. Dziewczyny wystąpią w błękitnych sukienkach, tego samego koloru i o podobnym kroju. Mężczyźni zaś w ciemnych garniturach, błękitnych muszkach i skarpetkach.

W przedostatni weekend listopada zabraliśmy statyw, wyzwalacz radiowy, sukienkę i muszkę, aby zrobić zdjęcia na zaproszenia ślubne. Pierwsze podejście nie spełniło naszych oczekiwań. W drugim pomogli nam przyjaciele, co prawda tak ciężki aparat trzymali pierwszy raz w życiu, ale po ustawieniach sprzętu, modeli itd. świetnie dali sobie radę. Zaproszenia już się robią.

Bardzo zależy nam, aby nasze wesele było wyjątkowe zarówno dla gości, jak i dla nas. Dlatego staramy się je urozmaicić, nie zatracając klimatu przypisanego tego typu uroczystościom.

Karolina

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...





Film ślubny Lada Moment Studio
Fotograf ślubny Warszawa, Robert Przepiórka Fotografia

suknie ślubne




Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress