1/7 Egzotyczne retro

by czwartek, 25 sierpnia, 2011



Kocham takie śluby i stylizacje! Wiem, że zaraz będziecie krzyczeć, że znowu retro i vintage, ale ja naprawdę nie potrafię odmówić sobie (i Wam!!!) pokazywania takich cudeniek! A ten ślub zachwyca każdym kolorem i detalem! Ogromny reportaż składający się z ponad 60 fotografii, który pokazuje krok po kroku przygotowania, ślub, wesele, photo booth z gośćmi i DETALE!!! A detale są obłędne! Zobaczcie – kilka elementów – stara maszyna do pisania, książki z pięknymi okładkami, szufladki biblioteczne w których były winietki!, drewniane menu ze stylizowaną na maszynową czcionką. Wszystko jest po prostu cudowne! Nie sposób także nie skomentować stylizacji Pary Młodej – Ona obłędna, elegancka, seksowna i egzotycznie piękna. On – na luzie, w trampkach (podobnie jak drużbowie). Fantastyczne aranżacje stołów i słodkiego bufetu. Wszystko dobrane kolorystycznie, dopracowane, wypieszczone! Mimo, że nie ma tu kryształów czy srebrnych świeczników, a są puszki, słoiczki, drewniane osłonki do kwiatów, to wszystko jest niewiarygodnie stylowe! KOCHAM!!!

zdjęcia: JOSH STEVENS
Tagi: , Kategoria: ZAGRANICZNE ŚLUBY 0

8/8 {HOT SEXY BEST} Ślubna Pracownia

by środa, 24 sierpnia, 2011



I obiecana, polska bomba kolorystyczno – owocowa! Jedna z najpiękniejszych i dopracowanych realizacji 2011 koordynowana przez ŚLUBNĄ PRACOWNIĘ!  Ślub Matildy i Yasera, który odbył się w czerwcu w podwarszawskim WARSAW POLO CLUB. Obłędna, odważna i najmodniejsza w tym sezonie kolorystyka. Owocowe akcenty, mnóstwo kwiatów. To kochamy! Relacja ze ślubu, autorstwa Zuzy Kuczbajskiej ze Ślubnej Pracowni.

* * *

PALETA KOLORÓW

paleta.hotorange ciemny róż peach dark pink chiffon fiolet

NOWOŻEŃCY: Matilda i Yaser

DATA ŚLUBU: 25 czerwca 2011

ŚLUB I WESELE : WARSAW POLO CLUB  / Jaroszowa Wola, k.Warszawy

WEDDING PLANNER: ŚLUBNA PRACOWNIA

FOTOGRAFIA: PIQSELL

* * *

Ślubna Pracownia: Matilda i Yaser – takiej pary się nie zapomina. Wspaniali, uśmiechnięci ludzi, wiedzący co w życiu jest najważniejsze – radość i szczęście z tego, co się robi i jak się żyje. Pierwszy raz spotkaliśmy się dwa miesiące temu, (choć Yaser twierdzi, że pamięta nas z jakiejś klubowej imprezy… :D ). Cel spotkania raczej typowy. – Pomóżcie nam dopiąć temat wesela. Jest teren przy Klubie Polo pod Warszawą. Jest namiot, jest znajomy DJ i fotograf. Chyba kilku rzeczy jeszcze brakuje ;) … A do tego naszym marzeniem jest ślub w plenerze, na co zbytnio nie zgadza się lokalna urzędniczka.

Yaser prowadzi własny biznes i jest wiecznie zajęty. Za to Matilda wychowuje cudownego, ale niesamowicie ruchliwego synka. Innymi słowy – permanentny brak czasu. A wesele ma być zrobione na wysokim poziomie, na dużą liczbę gości. Pozostały tylko dwa miesiące. Co to dla nas ;) . Dlatego nie czekając, aż czas przecieknie nam pomiędzy palcami, zabrałyśmy się do pracy (urzędniczka, muzyka, transport, dekoracje, koncepcja menu, stylizacja, papeteria). Panna Młoda ze Skandynawii, Pan Młody z Jordanii. Jak połączyć te dwie skrajne estetyki? Efekty poniżej. Cudowna, kolorowa stylizacja w stonowanym białym namiocie. Soczyste kolory kontrastowały z nieskazitelną bielą stołów i papeterii. Miejsce ślubu niczym z indyjskich baśni.

Ale przyroda postanowiła nam zagrać na nosie. Uroczystość miała rozpocząć się o 17-tej. Ślub cywilny, życzenia, następnie godzinny koktajl, zakończony zasiadanym przyjęciem do białego rana. O godzinie 17 nad namiotem zawisła wieeeelka czarna chmura. Odczekała, aż goście wysiądą z autokarów oraz swoich samochodów i wejdą pod namiot, a następnie przystąpiła do ataku. W ostatniej sekundzie zdemontowaliśmy plener ślubny. Równo przez godzinę deszcz siekał, wiatr hulał. Panna Młoda siedziała w swoim pokoju i z balkonu oglądała cały ten armagedon. Pod namiotem natomiast w najlepsze rozpoczął się koktajl. Trzeba było czymś podjąć gości. Czyli scenariusz można było wyrzucić do śmietnika.

17:50 na horyzoncie pojawia się rozpędzona taksówka. Przybył ostatni gość. Pan Młody już zaniepokojony oczekiwaniem, stwierdził, że trzeba podjąć jakąś decyzję. Może ślub przenieść pod namiot.  – O nie, tyle pracy, taka bajkowa sceneria. Poczekajmy jeszcze 10 minut – nalegałyśmy. I nagle, punkt 18, chmura się rozwiała i wyszło cudowne słońce. Szybciutko rozstawiliśmy dekoracje. DJ zaprosił gości na zewnątrz. Bajka. Pianino i saksofon wybiły rytm marsza Wagnera. U progu namiotu stanęła Matilda w obłędnej sukni, jak zawsze uśmiechnięta.

Urzędniczka przywitała gości Zgodnie z planem, rozpoczynamy ślub o 18-tej, tak jak zostało złożone zamówienie na pogodę. Śmiechu co niemiara. Ślub, życzenia. Godzinny koktajl już za nami. Czyli od razu siadamy do stołów. O i znowu jesteśmy on time!

Istnieje przesąd, że deszcz w dniu ślubu zwiastuje szczęście. Po takiej ulewie w Waszych sercach i na Waszych twarzach chyba nigdy nie zgaśnie uśmiech 😉

tekst i zdjęcia: ŚLUBNA PRACOWNIA
Tagi: No tags Kategoria: {HOT SEXY BEST} 0