Przeszukiwanie tagu PODGLĄDAMY ŚLUBY!

7/9 Aneta i Bertrand ZARĘCZYNY

by środa, listopad 30, 2011

Aneta – Poznali się w maju 2008, a ich pierwsza randka odbyła się w październiku, gdy Bertrand postanowił przyjechać niezapowiedziany do Warszawy i zaskoczyć Anetę przed sklepem Apart.  Po kilku miesiącach kursowania pomiędzy Warszawą i Brukselą podjęli pierwszą, ważną, ale też zupełnie naturalną decyzję o zamieszkaniu razem w Brukseli. 16 miesięcy później dołączył do nich pies o imieniu Vincent, który idealnie dopasował się do ich stylu życia, ba Vincent ma nawet takie samo poczucie humoru jak jego właściciele 😉

Decyzja o podjęciu kolejnego kroku, nadeszła tak naturalnie, jak i poprzednie. Bertrand, chciał, aby to wydarzenie było wyjątkowe i dopracowane przez niego do perfekcji, natomiast Aneta znając jego zapędy, zapewniała, że wyjątkowości temu wydarzeniu nadadzą oni sami, a nie specjalne miejsce czy czas. Bertrand w tym czasie odwiedził kilka sklepów z biżuterią, a nawet samodzielnie zaprojektował pierścionek.

Aż pewnego dnia przypomniał sobie o polskim sklepie Aprat, przed którym to zaskoczył Anetę dwa lata wcześniej. Przejrzał ich ofertę i znalazł idealny pierścionek! Vintage, z niebiesko – fioletowym tanzanitem i 104 diamentami osadzonymi w białym złocie. Był po prostu idealny dla jego oblubienicy!

Niestety, zakupu mógł dokonać wyłącznie w Polsce i to z pomocą Anety. Po długich przemyśleniach postanowił kupić w Brukseli zwykły pierścionek, dzięki czemu oświadczyny nadal mogły pozostać niespodzianką. Teraz pozostało mu tylko podjąć decyzję, kiedy będzie najlepszy moment na oświadczyny. Jeśli zrobi to zbyt wcześnie, to nie zdąży przygotować wszystkiego, co sobie zaplanował, jeśli jednak będzie odkładał ten moment, to po prostu nie uda mu się zachować tajemnicy. Dlatego też jego decyzja padła na Berlin. Po raz pierwszy zatrzymali się tam latem 2009 w czasie przeprowadzki Anety z Warszawy do Brukseli. Cel ich podroży był wtedy bardzo radosny, jako że, był to początek ich życia razem. Bertrand zdecydował, że i tym razem będzie to idealne miejsce na rozpoczęcie kolejnego etapu ich związku. Zarezerwował pokój w tym samym hotelu i ogłosił Anecie, że w drodze do Warszawy (gdzie planowali spędzić Boże Narodzenie) zatrzymają się właśnie tam. To był jego plan, przynajmniej w teorii, bo rzeczywistość okazała się zupełnie inna… Podróż do Warszawy okazała się trudniejsza niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Roboty drogowe, warunki pogodowe oraz ogromny korek w okolicach Hanoweru kompletnie zburzyły ich rozkład jazdy. O 2.30 nad ranem, zdając sobie sprawę że nie uda im się dotrzeć do Berlina, zmęczony, zły i załamany Bertrand podjął decyzję o spędzeniu nocy w najbliższym hotelu z wolnymi pokojami, (co też było wyzwaniem). Szczęśliwie, kilka kilometrów od zablokowanej autostrady w miejscowości Peine zostali przygarnięci w zasypanym śniegiem hotelu sieci Balladins.

Nad ranem Bertrand rozpoczął analizę sytuacji od nowa, co robić? Po długim namyśle zdecydował, że najlepszy moment jest, właśnie tu i teraz. W łóżku obok jego ukochanej. Zniecierpliwiony obudził Anetę, chwile porozmawiali o pogodzie i Bertrand był gotów na swoje wyznanie miłości, po czym kazał jej spojrzeć na drugą stronę łóżka, gdzie zdumiona Aneta znalazła pudełeczko z piękną, satynową kokardą. W tym momencie najważniejszą rzeczą dla niej było odnalezienie okularów 😉 Kiedy już odzyskała widzenie i pierścionek wylądował na jej palcu, zasypała Bertranda tysiącem pytań, jak udało mu się zachować wszystko w tajemnicy :-) Po tej dawce adrenaliny postanowili kontynuować swoją podroż do Warszawy, teraz już, jako zaręczeni.

Bertrand zdradził też, że w sklepie Apart wypatrzył prawdziwy pierścionek. Aneta postanowiła zadzwonić do sklepu, aby upewnić się, że jej rozmiar jest dostępny w warszawskich salonach Apart. Okazało się, że jedyny, w całym kraju pierścionek z tego modelu w odpowiednim rozmiarze czeka na nich w Galerii Mokotów! Jeszcze lepszą wiadomością było to, że w okresie przedświątecznym Galeria Mokotów czynna była do 23.00, więc powinni zdążyć jeszcze tego samego dnia! Jednak życie miało swój własny scenariusz… Zaraz po wjeździe na autostradę, ponownie powitał ich ogromny korek, gdzie stracili ponad godzinę. Następnie, już w Polsce, powitały ich roboty drogowe, a co za tym idzie kolejna blokada dróg. Bertrand postanowił zmienić trasę i kontynuowali podroż wiejskimi drogami. Aż do momentu, gdy wpadli w ogromną dziurę, rozrywając całą oponę i tracąc nawigacje GPS. Oczywiście musiało się to wydarzyć na drodze bez nawet jednej lampy, dosłownie w środku pola! Dodajmy, że zimowa aura też nie była dla nich łaskawa.

Jak to obecnie bywa, ich samochód nie był wyposażony w koło zapasowe, a jedynie klej do naprawy opony, który w przypadku tak dużego zniszczenia opony był zupełnie zbędny. Po opróżnieniu bagażnika ze wszystkich walizek i toreb z prezentami, kilku próbach sklejania opony przy -20°C, pojawił się pierwszy kierowca chętny do pomocy. Pan był tak miły, że kilka razy kursował do pobliskiej wioski w poszukiwaniu odpowiedniej opony i w końcu po ponad 2 godzinach stania na mrozie udało się (co tez było wyczynem, zważając na fakt, że był to wieczór przed wigilią i wszytko było już pozamykane).
Niestety, stracili zbyt dużo czasu, aby zdążyć jeszcze kupić pierścionek. Dotarli do Warszawy około 3 nad ranem i zasnęli z myślą o porannej wizycie w warsztacie samochodowym oraz Galerii Mokotów. W wigilijny poranek sklep Apart pełen był Panów poszukujących prezentów dla swoich Pań, jednak dla nich liczył się tylko ten jeden, jedyny pierścionek, który natychmiast wylądował na palcu zniecierpliwionej Anety, która spogląda na niego 23545627 razy dziennie i nadal uważa, że jest to najpiękniejszy pierścionek na świecie!

8/8 Paula i Miko – Ostatni taki wieczór!

by wtorek, listopad 22, 2011

Paula – 9 lipca 2011 roku odbył się nasz ślub! Jednak zanim podzielimy się tym jak było, powinniśmy zacząć od początku. A tydzień ślubny zaczął się od szalonych wieczorów: panieńskiego i kawalerskiego.

My panieński zaczęłyśmy już w piątek. Ponieważ większość dziewczyn była z różnych stron Polski, miałyśmy zamówiony apartament przy klubie, w którym miałyśmy imprezować. Moje koleżanki powitały mnie, szampanem, tortem w kształcie męskiego torsu oraz TESTEM. Groźnie brzmiący test był podzielony na dwie części, pierwszą dotyczącą mojego narzeczonego (zdałam bardzo dobrze) i drugą z wiedzy z prowadzenia domu(tu już mi nie poszło tak dobrze). Za każde niezaliczone pytanie musiałam wybrać sobie numerek z zadaniem, które miałam wykonać na następny dzień. Oczywiście treści zadań nie znałam.

Dostałam również śliczne panieńskie prezenty od dziewczyn. Siedziałyśmy, wspominałyśmy stare czasy i niechętnie poszłyśmy po północy spać, bo nazajutrz czekał nas długi i ekscytujący dzień.  W sobotę wstałyśmy wcześnie rano i pojechałyśmy relaksować się do SPA, była to niespodzianka ode mnie dla przyjaciółek. Spędziłyśmy 5 godzin na relaksie, masażach, plotkach, zajadając pyszne zdrowe przekąski. Dziewczyny były zachwycone i ja również! Niestety nie mogłyśmy w środku robić zdjęć, ale odbiłyśmy sobie mini plenerem w ogrodzie ośrodka, gdzie znajdowało się SPA. Tak wypięknione i zrelaksowane wróciłyśmy do pokoju, dziewczyny przygotowywały niespodzianki i zadania dla mnie, a ja wyszłam się szykować.  Kiedy wróciłam, moje koleżanki były już gotowe, poszłyśmy na kolacje, po drodze musiałam wykonać kilka zadań. M.in.: musiałam namówić pana, żeby na rękach zaniósł mnie wokół pomnika Mickiewicza.

Cały wieczorek był utrzymany w bardzo romantycznym i kobiecym stylu shabby chic. W takim stylu była więc też udekorowana restauracja, w której jadłyśmy kolacje. Kiedy weszłyśmy do środka przeniosłyśmy się w czasie i przestrzeni do Prowansji. Klimat był niesamowity. W restauracji spędziłyśmy 3 godziny jedząc pyszne lekkie dania, rozmawiając, śmiejąc się, plotkując i wznosząc toasty.

Najedzone i gotowe do działania poszłyśmy do klubu. Po drodze czekały mnie kolejne zadania, tym razem musiałam namówić pana (obcokrajowca) do zaśpiewania dla mnie piosenki miłosnej w jego ojczystym języku.  Rozśpiewane dotarłyśmy do miejsca wieczornych atrakcji. Wcześniej zamówiłyśmy vip room i był to świetny pomysł, miałyśmy przestrzeń tylko dla siebie i mogłyśmy przemieszczać się do woli pomiędzy poziomami zabawy. Bawiłyśmy się świetnie do białego rana, piłyśmy dużo, tańczyłyśmy jeszcze więcej. Ja kończyłam wypełniać zadania (np.: napisać w toalecie inicjały mojego ukochanego), dziewczyny o północy zgotowały mi niespodziankę.   Śmiechu było co niemiara. Poszłyśmy spać wraz ze wstającym słońcem.

* * *

U chłopaków wiem tyle co mi powiedziały zdjęcia i oni sami. Chłopcy zaczęli kawalerski trochę później, bo około południa w sobotę. Najpierw poszli udowodnić swoje męstwo na laser tagu, grze terenowej w której uczestnicy ostrzeliwują się wzajemnie. Podzielono ich na trzy drużyny, wpuszczono do tunelu i zaczęło się polowanie! Krążyli pośród radioaktywnych beczek, próbując zdobyć jak najwięcej punktów. Zdania są podzielone, ale najprawdopodobniej wygrała drużyna głównego drużby.
Zmęczenie poszli odpocząć do swojego pokoju, gdzie oddali się męskim rozmowom i sączeniu alkoholu. Kiedy przyszłam tam na chwilę (po potwierdzenie rezerwacji do klubu) atmosfera była, jak w klubach dla gentelmenów z lat prohibicji amerykańskiej. Widać, że chłopcy świetnie się bawili.  Narzeczony dostał kulkę do buzi na obroży (nie wiem czy dla mnie czy dla niego), strój marynarza, oraz prawdziwy męski kufel do piwa. Był bardzo z prezentów zadowolony. Rozluźnieni, pojechali na prawdziwą męską kolacje. W restauracji czekał na nich stolik oraz wybór przeróżnych hamburgerów.  Tak posileni, wrócili żeby przygotować się na wieczór. W pokoju przebrali się i poszli szaleć na miasto. Niestety fotograf nie mógł wejść z nimi do klubu, gdzie oddawali się szaleństwu i cieszyli swoje oczy pięknymi widokami.
Po wyjściu z klubu udali się do tanecznej fabryki, gdzie bawili się bardzo długo. Niestety paru z nich wessało miasto.   Na szczęście rano wszyscy odnaleźli się w miejscu zbiórki.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszych wieczorów. Wybawiliśmy się świetnie, odstresowaliśmy, nasi przyjaciele mieli okazje poznać się przed ślubem, co zaowocowało lepszą zabawą na weselu. Każdemu polecamy zorganizowanie ostatniego dnia wolności, pełnego wrażeń i świetnej zabawy! 😉

zdjęcia: PIQSELL

7/7 SnapŚlub! Sesja narzeczeńska – PREMIERA NA BRIDELLE

by środa, wrzesień 28, 2011

Po wielu nieudanych podejściach zrealizowaliśmy drugą sesję narzeczeńską. Wrzesień jest piękny w tym roku, są mgliste wschody, złociste słońce, gęsto porośnięte łąki – aż szkoda siedzieć w domu o 6. nad ranem :-) Sesję ponownie wykonały nasze dzieci ze SnapStudio 2, czyli Piotrek i Gabriel :-) Przed nam jeszcze jedna sesja, bardziej kolorowa opowiadająca o naszych pasjach i zwariowanych pomysłach! A zaraz po tym stworzymy kartki Save the Date. Czas leci nieubłaganie… obyśmy zdążyli z nimi przed zaproszeniami!

Natalia

7/7 PODGLĄDAMY ŚLUBY! Aneta i Bertrand

by piątek, wrzesień 23, 2011

Kochane Bridelki! Z radością witam dziś na blogu nową Parę – Anetę i Bertranda. Kiedy zobaczyłam ich koncepcję ślubu, byłam urzeczona i zauroczona od pierwszego wejrzenia! Romantyczna koncepcja w stylu vintage, Jane Austen i powieści Duma i uprzedzenie. Niezwykle cieszę się, że będziemy śledzić ich przygotowania do ślubu! Dziś zaczynamy prezentacją koncepcji, a już niedługo mrożąca krew w żyłach opowieść o niezwykłej drodze po pierścionek zaręczynowy 😉 Anetko i Bertrandzie – witamy!

* * *

Nowożeńcy: Aneta i Bertrand

Termin: 16 czerwca 2012

Motyw przewodni: vintage, ale z elementami nowoczesności

Kolory przewodnie: pastele i ciemny fiolet

Miejsce: Belgia

Goście: około 60 – 70

Ceremonia i Przyjęcie: odbędą się w tym samym miejscu, ale na razie to tajemnica 😉

kolaże: ANETA I BERTRAND